Po brodzie ścieka ci słona krew. Często zagryzasz wargi, tym razem zbyt mocno. Przesadziłeś. Kolejny raz. Przewracasz się z boku na bok i chociaż wiesz, że koło ciebie leży tylko Misa, ciągle widzisz wpatrzone w ciebie ciemne oczy L'a. Wciąż i wciąż zastanawiasz się - dlaczego on się uśmiechał? Wiedział, że umrze, a pomimo tego... Nie potrafisz sobie uświadomić, że niektórzy są gotowi zginąć. Nie zauważasz kolejnego fortelu L'a - on wie jak dobrze go znasz. Pamiętasz? Z wzajemnością. O Nearze nic nie wiesz. Jest podobny do Ryuuzakiego, a jednak całkiem inny. A ty gubisz się w labiryncie pychy, pełnym uśmiechów L'a i ciągle słyszysz "Wiem, że jesteś Kirą". To cię doprowadza do szaleństwa, prawda? Nie, czekaj. Ty już jesteś szalony. Musiałeś być szalony, od chwili zabicia tego mężczyzny z przedszkola. Juz nawet nie pamiętasz jego imienia. L pamiętał. Tak dobrze jak to, że Ligot Yagami Kirą. Pogrążasz się w płytkim śnie pełnym wirujących wokół ciebie literek "N", "L". Oczy boga śmierci osadzone w twarzy Misy patrzą na ciebie z wyrzutem. Ona też przez ciebie zginie. I przez chwilę przemyka ci przez myśl, że L umarł w najlepszym momencie - co by z nim było, gdyby rozwiązał sprawę Kiry? Zniknąłby całkowicie, schował się za górą słodyczy, rozwiązując sprawy niewarte uwagi? Ale po chwili dociera do ciebie nikły zapach czekolady i przypominasz sobie uśmiech Ryuuzakiego. Uśmiech pełen deszczu. I w tym momencie wiesz, że przegrałeś. Ale nie masz zamiaru się poddać - jesteś komuś coś winien. Jesteś winien światu sprawiedliwość.